HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 49 795: o zemście królików i morderczej faunie Australii

Zwierzęta Australii

Po co popełniać ten sam błąd dwa razy, skoro można go popełnić tak z siedem-osiem razy, no wiecie, żeby mieć pewność?

Oto motto, które wisi oprawione w ramkę w każdym australijskim instytucie zoologicznym i botanicznym.

Pierwsze były króliki.

zwierzęta Australii

Toż to od razu człowiek wie, że ma do czynienia ze skazańcami i barbarzyńcami, jeżeli przywożą ze sobą na drugi koniec świata urocze, puchate króliki po to, żeby je wypuścić na wolność i do nich strzelać. Owszem, króliki sprowadzono do Australii w ilości sztuk pięć[1] właśnie dlatego, że brytyjscy więźniowie chcieli na coś polować, bo inaczej, kto wie, do kogo by celowali. Wiemy doskonale, choćby z jakże edukacyjnego spotu Ministerstwa Zdrowia, co króliki robią najlepiej, no i tak, z pięciu zrobiło się dość prędko 200 milionów. Australijczycy nawet postawili płot, długi na ponad 1800km, który miał króliki trzymać po jednej stronie kraju, a w drugiej umożliwić rolnictwo, ale długouchym napastnikom płot udało się sforsować. Króliki uformowały gangi, wyżarły całą trawę i od lat terroryzują Australijczyków.

Wojna trwa i ma charakter otwarty.

Sam płot zagrał niegdyś rolę tytułową w filmie „Polowanie na Króliki” (w oryginale „Rabbit-Proof Fence”), ale jeżeli ktoś się spodziewa gangsterskiej, króliczej opowieści z nutą westernu, to się zawiedzie, bo tak naprawdę, to film opowiada o walce z grupą, którą kolonizatorzy próbowali zwalczyć jeszcze intensywniej niż króliki, to jest z Aborygenami.

Podobnie, acz z mniejszą intensywnością, rozwinęła się sytuacja z lisami, a także z kotami domowymi, które to koty co prawda sprowadzono nie w celu polowań, tylko po to, żeby je kochać i miziać, ale koty, jak to koty, miały odmienną koncepcję, a australijskie mizianie im do szczęścia potrzebne nie było, więc się wyniosły na ulice i zdziczały.

Jeden z nowszych pomysłów australijskich ekspertów to wprowadzenie ropuchy olbrzymiej.

Bo wiecie, kiedy w Australii wymyślono, że – hej, zacznijmy uprawiać trzcinę cukrową!, przez przypadek razem z trzciną zaimportował się pewien żuczek. No i ten żuczek wcinał całą trzcinę, a jaki pożytek z hodowania trzciny, którą jakiś żuczek pochłania? No żaden. Australijczycy nie polubili żuczka i wymyślili, że zatrudnią ropuchę do wyeksterminowania go. Jak pomyśleli, tak zrobili, ropucha się zaaklimatyzowała. No i plan byłby genialny, gdyby nie to, że okazało się, że żuczek żyje na górnym piętrze trzciny, a ropucha na parterze i nie jest zainteresowana skakaniem wysoko w poszukiwaniu żuczka, skoro może zjadać różnych przedstawicieli rodzimej fauny, których Australijczycy jednak by woleli zachować[2].

Dodatkowo, ropucha – cwana bestia – cała jest opatulona śluzowatą wydzieliną o charakterze mocno toksycznym, więc w kwestii radzenia sobie z drapieżnikami wymiotła system. Podobno australijscy naukowcy aktualnie tresują miejscowe węże, żeby ropuch nie zjadały, bo inaczej skończy się na tym, że zamiast zjeść żuczka, wytrują inne gatunki.

Póki co, co bardziej lotne stworzenia nauczyły się korzystać z tego, co natura dała, toteż psy Terytorium Północnego widuje się, jak podchodzą do wielkiej ropuchy, liżą ją delikatnie, po czym, lekko się zataczając, odchodzą na swoje posłanie i w spokoju oddają się kolorowym psim halucynacjom.

Mordercze zwierzęta Australii

A tak poza śmiercionośnymi królikami i jadowitymi ropuchami, to wiadomo, że w Australii wszystko czyha na ludzkie życie. No i udawało nam się regularnie wyrywać ze szponów brutalnej śmierci z rąk kangurów, paszcz krokodyli, macek meduz i innych morderczych części ciała różnych stworzeń, ale musicie wiedzieć, że łatwo nie było, chociaż pomocni miejscowi chętnie śpieszyli z radą. Każdorazowo oddalając się od grupy otrzymywałam spersonalizowaną informację dotyczącą tego, na co mam uważać tam, dokąd akurat się udaję. I tak, wypatrywałam zabójczych pająków, szerszeni, krokodyli i mnóstwa robali, których nazwy pamiętają tylko Australijczycy i studenci entomologii przed sesją oraz kryłam się pod piotrkowym ramieniem przed latającymi lisami workowatymi, które nie wiem, kto tak tajemniczo ochrzcił, ale nazwa ta jest szalenie myląca, bo z lisami i workami nic nie mają one wspólnego, za to z wampirami już owszem.

zwierzęta Australii

Trzeba było uważać na dzikie psy dingo, które za cel na farmie obrały sobie dopiero co narodzonego cielaczka, ale chodziły dość sfrustrowane, bo krowy powiedziały na to – nie z nami takie numery! – i okrążały malucha szczelnym murem za każdym razem, gdy dingo pojawiły się na horyzoncie.

Nawet prowadząc samochód nie można się było czuć tak zupełnie bezpiecznym, bo takie papugi na przykład, to w ogóle nie przestrzegają przepisów drogowych i urządzają sobie migracje przez ulicę w miejscu niedozwolonym.

zwierzęta Australii

Ale żadne z tych stworzeń nie było nawet odrobinę tak niebezpieczne, jak atak serca, który zaserwował mi najprzytulaśniejszy z wszystkich mężów, ostoja spokoju ma, zrywając się z łóżka z okrzykiem, że…

Coś tu pełza.

Ja (sama się podziwiam za zachowany spokój) zapytałam:

– Ale gdzie pełza kochanie? I co pełza?

– No tu! Na podłodze pełno!

– Nie widzę niczego kochanie. (może dlatego że miałam zamknięte oczy i schowałam się pod śpiworem)

– Jutro ci pokażę. – powiedział on i przewróciwszy się na drugi bok powrócił do swoich snów, najwyraźniej o Frankiem Juniorze.


[1] Tak było powiedziane w „Tomku w Krainie Kangurów”. Wikipedia podaje, że królików było 24. Sama nie wiem, komu wierzyć…

[2] Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał na podstawie tego artykułu pisać podręcznik do biologii, to ja poproszę, żeby jednak tego nie robił, bo co prawda piszę tutaj same rzeczy, których się dowiedziałam w Australii będąc, ale jednak istnieje szansa, że niektóre z tych informacji mogą się delikatnie wymijać z oficjalnym stanowiskiem instytutów nauk przyrodniczych.


zwierzęta Australii

Czy tylko mi się wydaje, że ten pelikan to wygląda, jak z kreskówki?

zwierzęta Australii

Torbacz & plecacz

zwierzęta Australii zwierzęta Australii zwierzęta Australii zwierzęta Australii zwierzęta Australii

zwierzęta Australii

Wiedz, że jesteś obserwowany.

PS. Nie czujcie się rozczarowani brakiem koali. Koale nastąpią wkrótce.


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

2 Comments

  1. A gdzie ciąg dalszy?! Nastąpi? Dowiedziałaś się co tam pełzało? Chyba nie… koala?! 😀

    • Hania, kierownik wycieczki

      21/09/2018 at 04:50

      To Piotrka sny pełzały, po całej podłodze! Ale z tymi koalami to się mocno nie pomyliłaś, to podstępne stworzenia!

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑