HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr – nadal ten sam: słuchając duchów Melaki

„Jeśli poczekasz do wieczora i cicho przejdziesz wzdłuż murów, wespniesz się na wzgórze i usiądziesz na jakimś starym kamieniu, usłyszysz je. To jak poszept wiatru, niemniej je słyszysz: głosy historii. Malakka jest jednym z takich miejsc. Pełnym umarłych, a umarli szepczą. Szepczą po chińsku, portugalsku, holendersku, malajsku, angielsku, niektórzy nawet po włosku, a niektórzy w językach, których nikt już nie używa. Nie ma to jednak żadnego znaczenia: historie opowiadane przez zmarłych z Malakki nikogo już nie interesują.”

Tiziano Terzani, „Wróżbita mi powiedział”

melaka duchy

Wzdłuż ulic Chinatown unosił się ciężki zapach kadzideł.

Spojrzałam na stertę płonącą zaraz przy miskach z ryżem udekorowanych kwiatami i zobaczyłam w niej banknoty. Czyżby chińskim biznesmenom zaczęło powodzić się aż tak dobrze? Nieee, to nie malajskie ringity, tylko Hell Dollars – waluta duchów. Bo w Melace mieszkają duchy, a przecież jeść coś muszą, no i wygody trochę im się należy. Od kilku dni trwał chiński Festiwal Głodnych Duchów. Przy odrobinie wiary i wyobraźni można było dostrzec mgliste sylwetki wcinające ofiarowany ryż, z zainteresowaniem obserwujące codzienność swoich dzieci i wnuków.

melaka duchy

Przekartkowałam książkę, która mi towarzyszyła – Ghost bride, osadzoną w melakańskim Chinatown historię dziewczyny ze zubożałej rodziny, która zostaje obiecana jako żona świetnej partii: przystojnemu, bogatemu, wykształconemu młodemu mężczyźnie, który… właśnie zmarł. Rodzice chłopaka nie chcieli pozwolić, żeby dusza ich syna – kawalera była skazana na wieczną samotność, zaś owdowiały i upalony opium ojciec dziewczyny wiedział, że przy jego statusie społecznym Li Lan może zostać najwyżej czyjąś trzecią żoną lub pierwszą konkubiną i nigdy się nie liczyć w hierarchii.

Podążając za stronami Ghost Bride szukałam duchów miejscowych kolonizatorów włóczących się pod kamienicami, na Czerwonym Placu, na wzgórzu, zastanawiając się, co, ile i jak się od tych czasów zmieniło.

melaka duchy

Z chińskiej świątyni przy akompaniamencie gongów wypłynęła grupka osób i skierowała swoje kroki do restauracji. Chińskiej, rzecz jasna, i bardzo popularnej. Przynajmniej dwiema trzecimi firm w Melace zarządzają Chińczycy. Mówi się, że spora ich część na pierwszym miejscu stawia pieniądze. W drugiej kolejności jest rodzina, najlepiej ta, z którą prowadzą biznes. Potem jest etyka zawodowa, a na końcu przyjaciele. Czy podebranie znajomej przepisu na produkt i wykoziołkowanie jej z interesu jest dozwolone? Tak, skoro ma przynieść zyski. Czy potem do tej znajomej się dzwoni i umawia na herbatę, jakby nigdy nic?

Ok-lah, no problem-lah, jak mawia Melaka, bo to także część, jakże ważnej w ich kulturze, hierarchii.

melaka duchy

Usłyszałam ostatnio miejscową tajemnicę poliszynela. Małżeństwo, które prowadzi tamtą popularną restaurację, nie mogło mieć dzieci, a jej brat z żoną już mieli piątkę i ledwie wiązali koniec z końcem. Jak im się urodziło szóste, to oddali je siostrze do adopcji. Teraz całe rodzeństwo jest dorosłe i niby nikt tego nie mówi na głos, ale wszystkich to uwiera. Chłopak z szóstego syna pierwszej żony ubogiego męża stał się pierworodnym pierwszej żony męża bogatego. Dwudziestopierwszowieczny awans rodem z Kopciuszka, tylko nikt nie zgubił butów.

Kawałek za miastem jest nawiedzona wyspa.

Kiedyś jakiś chiński biznesmen postawił na niej hotel, choć wszyscy go ostrzegali, że to fatalny pomysł, bo duchom lepiej nie wchodzić w drogę. Krótko po otwarciu hotelu ciężko zachorowała córka właściciela. Lekarze byli bezradni, za to wróżbici orzekli zgodnie: muszą natychmiast opuścić wyspę i porzucić hotel. Tak też uczynili, córka ozdrowiała, a hotel jak stał, tak stoi i nocują w nim tylko duchy. Czasem zaplącze się tam jakiś ciekawski, ale podobno nikt nie odważa się zostać na noc.

„Jeśli poczekasz do wieczora i cicho przejdziesz wzdłuż murów, wespniesz się na wzgórze i usiądziesz na jakimś starym kamieniu, usłyszysz je. To jak poszept wiatru, niemniej je słyszysz: głosy historii.”

Czy chcemy ich jeszcze słuchać?

Mieszkam w domu z dziewczynami ze Słowacji i RPA, przesiadujemy w barze u Francuza, a na pchlim targu spotkałam ostatnio Amerykanina i parę Australijczyków, wymieniać by długo. Wszystkich Melaka wciągnęła i owinęła, jak pajęcza sieć. To będzie kiedyś miasto najbardziej kosmopolitycznych duchów.

melaka duchy

Melaka, miasto duchów.

Tak prezentuje się na zdjęciach.

melaka duchy

melaka duchy melaka duchy melaka duchy melaka duchy melaka duchy


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

6 Comments

  1. Zdecydowanie moje klimaty, piękne zdjęcie i wciągające opowieści z dreszczykiem… nie ściągam butów! Pakuję śledzie i ciasteczka do plecaka i biegnę z Tobą!!

  2. Lubię Twoje opowieści, ciekawe, przyjemnie napisane i przede wszystki pozwalające poznac inne zakątki świata

  3. Świetnie, że pokazujesz nieco mniej typowe spojrzenia na ten kraj. Mniej typowe nie oznacza, że nieciekawe, ale inne i bardziej intrygujące.

    • Hania, kierownik wycieczki

      11/01/2018 at 13:04

      Cieszę się, że wpis Cię zainteresował! Malezja to o tyle więcej niż świetna kuchnia, dżungla i ładne plaże 🙂

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑