Nie jestem do końca pewna, czy domy, które nas goszczą zapełniają się nagle ludźmi na okoliczność zbierania leszczyny, weekendu, z okazji naszego przyjazdu, czy też zapełniają się tak regularnie.

Na śniadaniu w domu tureckim pojawią się smażone ziemniaki, omlet, najsłodsze pomidory, jakich dane ci było próbować, ogórki, oliwki, dżem – wszystko własnej uprawy/produkcji – sery, chleb, niezliczone szklaneczki herbaty rozlewanej regularnie z dwóch czajników – jednego z esencją, drugiego z wrzątkiem, stół służący za wspólny talerz, wszyscy domownicy, ich rodziny i połowa sąsiadów. Mama domu przypilnuje, żeby było Ci wygodnie i położy poduszkę na krzesło, jeden z braci zadba o to, żeby nigdy nie skończył Ci się czaj, a babcia, jak to babcia, podsunie Ci pod nos drugi talerz ziemniaków i zleci siostrze usmażenie drugiej porcji jajek.

Na obiedzie w domu tureckim dzieje się wszystko naraz. Zupę z soczewicy popija się ayranem, czyli orzeźwiającym słonawym kefirem z wodą, zagryza chlebem, arbuzem, fasolą na pięć sposobów, ziemniakami na trzy sposoby, papryką duszoną, smażoną i faszerowaną oraz sałatką z ogórka i pomidora, w dowolnej kolejności. A mówili, że wegetarianom żyje się tu ciężko! Wszystko się ze sobą przeplata, wszyscy widelcem lub ręką sięgają po jedzenie na drugi koniec stołu. Na taras z widokiem na Kara Deniz – Morze Czarne – wkracza, jakże by inaczej, królowa Herbata. Po dwóch szklaneczkach lewicowa ciocia bardzo mocno krzyczy na prawicowego kuzyna. Reszta rodziny przygląda się z rozbawieniem i daje nam do zrozumienia, że to stały punkt programu. Woda niesie dźwięk. Ciocię słyszano zapewne na Krymie.

Jedzenie to język uniwersalny.

Widok z tarasu z widokiem na Morze Czarne.

Widok z tarasu z widokiem na Morze Czarne.

map-8


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.