Ludzie ze sobą rozmawiają. Konwersują w autobusie, jak starzy znajomi. Rahman, nasz gospodarz, prosi kierowcę, żeby zatrzymał się przy piekarni, obaj wychodzą, ucinają z piekarzem kilkuminutową pogawędkę, po czym jedziemy dalej. Idziemy przez miasto, a młodsi i starsi jego mieszkańcy podchodzą do nas, pytając, czy w czymś nam nie pomóc.

Ludzie się dotykają. Dorosła córka idzie pod rękę z tatą, po czym, zanim odbiegnie, daje mu całusa w policzek. Jeden kolega wita się z drugim poprzez przyłożenie skroni do skroni, po czym ściąga mu farfocla z brody. Chłopak badawczo sprawdza opuchniętą kostkę swojej przyszłej teściowej. Nieznajoma (jeszcze) kobieta, widząc, jak wspinam się pod górę, podchodzi do mnie, chwyta mnie za rękę i wspinamy się razem. Siedzimy w czwórkę na siedzeniu, które nie bez powodu oryginalnie uznane zostało za trzyosobowe. Drążek skrzyni biegów znajduje się między udami Piotrka, a kierowca sięga do niego regularnie i wedle potrzeby. W Polsce taki poziom bliskości dla mężczyzny byłby raczej krępujący.

Ludzie śpiewają. Caner zaraz po śniadaniu chwyta za swój saz, czyli turecką gitarę 4 strunową, i chwali się piosenką, której niedawno się nauczył. Kierowca ciężarówki słuchając radia najpierw zaczyna wtórować, po czym wyłącza je i dalej nuci sam. Spędzamy wieczór u Rahmana na tarasie, wymieniając się zwyczajami tureckimi i polskimi. Gdy rozmowa na chwilę ucicha, wkracza ojciec rodziny, cały na biało. Pewnie, mocno, pełnym głosem. I po chwili śpiewają już wszyscy. Rankiem wszyscy idziemy zbierać orzechy laskowe. Już przy drugim drzewie rozbrzmiewa wesoła piosenka. Niewiele myśląc, intonuję „Gdzie strumyk płynie z wolna” i biorę się do pracy.

 

dscn3126

Wesoła kompanija w poszukiwaniu orzechów laskowych.

dscn3127

 

Caner z gitarą...

Caner z gitarą…

map-7


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.