HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 23 551: jak przetrwać, czyli lingwistki mandaryńskie rozważania

Słyszałeś o jakimś języku, w którym nie ma gramatyki? Takim, w którym nikt nie straszy koniugacją, deklinacją, wyjątkami, a uwstecznienie wypowiedzi osiąga się przez dodanie do zdania wyjściowego „wczoraj”, bez zastanawiania się nad czasownikami nieregularnymi? Taki przyjazny jest właśnie język chiński.

No ok, zwykle, jeżeli coś wydaje się zbyt dobre, żeby było prawdziwe, to gdzieś jest haczyk…

Ponieważ spędziłam w Chinach dwa miesiące i potrafię po mandaryńsku powiedzieć poprawnie i zrozumiale cztery słowa, a potem jeszcze trzy, ale już niepoprawnie i niezrozumiale, mogę się śmiało wypowiedzieć z pozycji eksperta.

Co zatem sprawia, że chiński plasuje się w pierwszej trójce na liście języków niemożliwych do ogarnięcia? A na przykład to, że każde słowo można zaintonować na 4 różne sposoby. I jeszcze to, że każda z tych wersji potrafi mieć 60 różnych znaczeń i nie oferując rozmówcy kontekstu masz 4% szans na to, że cię zrozumie. Nie wspominając już o pisaniu – tysiące znaków, które niczym nie zdradzają swojego znaczenia. Chiński to język dla artystów, wymaga muzycznego ucha i dobrej kreski do kaligrafii.

Kaligrafia uliczna, piękna acz krótkotrwała

Poetyckie wersety na pergaminie…

…autorstwa tego pana, poety i artysty z Leshan…

…do którego garnie się okoliczna młodzież

Charakter języka sprawił, że jego użytkownicy są mocno impregnowani na domyślność. Co za tym idzie, różne gesty i sytuacje, które nam wydają się jednoznaczne, w Chinach takie nie będą. Czy można się nie domyślić, że dwoje ludzi w pełnym ubagażowaniu, aktorsko odgrywających pociąg, stojąc przy murze zagradzającym przejście na stację kolejową i machając pytająco rękami próbuje się przedostać na dworzec? Można. Czy można nie zajarzyć, co chcemy kupić, kiedy wchodzimy do sklepu komputerowego, pokazujemy zdjęcie klawiatury i kartkę z napisem po chińsku – chcę kupić klawiaturę? Można.

Jak się zatem przygotować do tych potyczek? Wyrobić w sobie tyle tupetu, żeby być w stanie wejść kucharzowi do spiżarki i pokazać, co chcesz zjeść i tyle dystansu, ile potrzeba do odegrania pantomimy sikaniowej, która pozwoli Chińczykowi domyślić się, że poszukujesz toalety.


Nad charakterem języka mandaryńskiego pozastanawiajmy się spacerując po tarasach ryżowych smoczego grzbietu – Longji Scenic Area


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

2 Comments

  1. W gruncie rzeczy nie ma czegoś takiego jak język chiński – jest mandaryński i kantoński. Mandaryński (czyli przedstawiciel czterech tonów) jest wersją “light”. Kantoński ma siedem tonów i nieuproszczone znaki (używany w HK, na Tajwanie i w sporej części Chin Pd. Do tego dochodzą liczne dialekty charakterystyczne dla poszczególnych regionów. Miejscami może człowieka trafić, jak jednego dnia jest podbudowany, że odbył jakąś rozmowę z kierowcą taksówki, zaś następnego dnia inny kierowca w ogóle ni kuma co się do niego mówi, a te same pytania zadaje w kompletnie odmienny sposób.
    Co ja zresztą będę pisał – to temat rzeka. Niebawem powinienem reaktywować wreszcie swojego bloga i nad tematem się w swoim czasie z pewnością pochylę 🙂

    • Hania, kierownik wycieczki

      05/06/2017 at 03:27

      O kantońskim hardcorze słyszałam, dotarły do mnie nawet legendy o 14 tonach 😉
      Pisz koniecznie, Chiny to nieustające źródło inspiracji!

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HitchHaning

Theme by Anders NorenUp ↑