dsc07730

– Mister, co pan sądzi o Iranie? – usłyszałam siedemnasty raz podczas popołudniowego spaceru po bazarze. Płeć ma niewielu osobom przeszkadza wołać na mnie „mister”.

– Jest piękny, a ludzie są mili. – odpowiedziałam po raz siedemnasty.

– A przed przyjazdem, co pan sądził o Iranie, Mister?

Nie należy się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Wymarzona brzmi: „Wiedziałam, że Iran jest bezpiecznym krajem i nie ma nic wspólnego z arabskimi ekstremistami islamskimi.” Najgorsza obelga, jaką można obdarować Irańczyka, to nazwanie go Arabem, to jeszcze gorsze niż nieściągnięcie butów przed wejściem do domu, albo wydmuchanie nosa w towarzystwie.

Ale gdzie ja to właśnie spacerowałam? No tak, po bazarze. Bazary są fajne, bo to jedyna atrakcja turystyczna, która pozwala na obserwację ludzi, pomacanie dziwnych owoców i zakupy naraz. No i jest za darmo (nie licząc zakupów…)! Każdy meczet, muzeum i ogród ma cenę perską (między 0 a 4 zł) i cenę turystyczną (między 15 a 100 zł), a blondynce, której znajomość języka Farsi nie wychodzi poza salaam aleikum (chociaż to właściwie po arabsku) i nazwy kilku potraw trudno kupić bilety w cenie dla lokalsów, więc bazary są fajne. Szczególnie te w Tabriz i w Esfahanie, ale na specjalną uwagę zasługuje teherański, ponieważ jest jedynym miejscem w mieście, z którego nie widać smogu (gorszego niż w Krakowie!).

Oto widok na Teheran. To nie mgła, a i obiektyw był czysty.

Oto widok na Teheran. To nie mgła, a i obiektyw był czysty.

Bazary żyją swoim życiem: zza rogu wyglądają owoce khaki, które niewprawne oko może pomylić z pomidorami, jeden pan sprzedaje nogi owiec ułożone na taczce, drugi pan śpi na dywanach, które docelowo też planuje sprzedać, w wielkich kadziach krystalizuje się cukier, który niedługo trafi w mocno przesadzonych ilościach do herbaty, a trzeci pan siedzi z wagą i realizuje coś, co musi być najgorszym w historii przedsiębiorczości pomysłem na biznes: ważenie ludzi za pieniądze.

dsc07738

Sama chętniej bym zapłaciła za to żeby nie wiedzieć, ile ważę, szczególnie pod koniec wizyty w Iranie, ale pewnie nie jestem jego klientem docelowym.

Khaki, czyli z tego ketchupu nie zdziałasz

Khaki, czyli z tego ketchupu nie zdziałasz

dsc05670

dsc05676

dsc05723

dsc05682

dsc05684

dsc05718

 

dsc06287

dsc06453

dsc06455

dsc06463

dsc06564

dsc06467

dsc06466

dsc06611

8-kerman-mashhad-908km

W filmie wykorzystano fragment utworu „Candy Shop” w wykonaniu 50 cent.


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.