HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 50 209: o Great Ocean Road, przywróconym głosie i trudnych procesach decyzyjnych

Great Ocean Road

„Cześć! Gdzie jedziecie? Nieważne, wsiadajcie! Na pewno na Great Ocean Road, prawda? O, a chcecie wpaść do mnie na herbatę? Pewnie, że chcecie, mam dobrą herbatę. Mieszkam w Port Campbell, wybieraliście się tam na pewno, przecież to początek Great Ocean Road, pewnie, że się tam wybieraliście! A wiecie co, bo ja dzisiaj wieczorem pracuję, ale to nic, rozgościcie się, nie będzie mnie ze trzy godziny, a chciałam jeszcze wcześniej podjechać do mamy, bo akurat po drodze, to znaczy prawie po drodze, tylko się zastanawiam, czy zdążę do pracy, mam na 18, to chyba nie zdążę, ale mama zrobiła zapiekankę, też byście zjedli! No to pojedziemy do mamy, nadrabiam tylko 15 minut w jedną stronę, aha, czyli pół godziny, to nie zdążę jednak, o, mama dzwoni, no cześć mamuś! Właśnie do ciebie jadę i mam ze sobą parę autostopowiczów! Skąd? Nie wiem, jeszcze nie pytałam, będziemy za chwilę, no to dobra, paaa, bo nie mogę rozmawiać. O, a tu mijamy moją ulubioną plażę, zawiozę was tu później, chociaż nie, bo później się będę spieszyć, to podjedziemy teraz.”

 Wykąpani w lodowatej wodzie z widokiem na jedną z najbardziej spektakularnych plaż Australii[1] pojechaliśmy do mamy Brigid, dostaliśmy po herbacie i zapiekance na wynos i zrobiliśmy szybki obchód ogródka.

„Ale nie widzieliście jeszcze koali, serio? To gdzie wyście byli?”

„Czasami tu do nas przychodzą, ale dzisiaj ich chyba nie ma, jeszcze się przejdźmy dookoła, żeby sprawdzić, ale nie, już ich od kilku dni nie słyszałam, mamo, słyszałaś koale? Nie? No właśnie, teraz ich nie ma, ale to nic, jeszcze znajdziemy koale gdzie indziej. To może pojedziemy już, bo nie chcę się spóźnić, chociaż i tak już pewnie nie dojadę na czas, ale nic się nie stanie. O, szef mi napisał, że dzisiaj mam nie przychodzić, no, czasami w tygodniu nie mają ruchu, ale to już nie będziemy zostawać, pójdziemy jeszcze na plażę u mnie, to już chyba przenocujecie, gdzie się będziecie pchać jeszcze o tej porze? Zresztą, możecie zostać, ile chcecie, jutro rano mam kilka godzin pracy, ale potem pojedziemy do Dwunastu Apostołów i wam pokażę fajne miejscówy w okolicy Great Ocean Road, dobra?”

Nie dyskutowaliśmy z taką propozycją. Nie to, żeby dano nam szansę.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od kąpieli w morzu. Brigid zdążyła już przepłynąć ocean po raz piąty od kiedy się poznaliśmy. Zrozumiałam – była jak syrenka Arielka, tylko na odwrót. Kiedyś miała ogon, ale oddała go za głos. Nadrabiała mówieniem i śpiewaniem jazzu wszystkie lata bezdźwięcznego syrenkowania.

great ocean road

Na wyjeździe z Port Campbell minęliśmy pizzerię, która na wielkim plakacie chwaliła się, że ma w ofercie pizzę z lodami i z ziemniakami. Nie jestem pewna, czy na tym samym spodzie, wolałam nie sprawdzać, bo kulinaria Australii już nie raz mnie rozczarowały. Ale kto przyjeżdża w okolice Great Ocean Road, żeby frustrować się pizzą? No, chyba Magda Gessler.

„O, tu jest moje ulubione oczko wodne! Po przypływie zostaje w nim woda i się nagrzewa, idealne!”

„O, a o tej plaży to dwadzieścia lat temu nikt nie wiedział, tata mnie na nią przyprowadził, trzeba było się wspiąć tam po skałach, siedzieliśmy tu całymi dniami! Mmm, uwielbiam, próbowaliście tego? To saltbush, smakuje jak oliwki! Ale nie jest taki smaczny jak pączki paproci, spróbujcie, ta taka zakręcona końcówka jest zupełnie jak orzech włoski! O, Piotrek, siadaj, to cushion bush, to jest wygodniejsze od najlepszego fotela, a potem jak wstaniesz, to wraca do pierwotnego kształtu! Dobrze, że dzisiaj tak wieje, bo w najpopularniejszych miejscach to czasami jest po kilka autokarów turystów, a patrzcie, widzicie tamtą skałę? To kilka lat temu był łuk i można tam było przejść i kilka osób sobie tam stało, jak się zawalił i trzeba ich było ewakuować helikopterem, to teraz wszystkie łuki już pozamykali. A 15 lat temu sobie tutaj szłam i nagle patrzę – na ławce siedzi Nicole Kidman! Przyjechała do Australii po rozwodzie, to siadłam koło niej, gadałyśmy jak stare znajome i jej powiedziałam – nie martw się dziewczyno, lepiej ci będzie bez niego, jesteś teraz w domu!”

Piotrek wyleguje się na cushion bush

Siedliśmy w ulubionym oczku wodnym Brigid. Fale rozbijały się o skały, oprócz nas i paru mew walczących z wiatrem nie było żywej duszy. To był dopiero pierwszy fragment najbardziej widowiskowej trasy Australii – Great Ocean Road. Jednocześnie chciałam tam zostać na zawsze i nie mogłam się doczekać jej pozostałych dwustu kilometrów.

„Wiecie co? Kocham tę drogę. Jechałam nią setki razy i nigdy nie mam dosyć.”

„Gdybym nie musiała pracować pojutrze, to bym z wami pojechała do Melbourne. Nawet wiem, gdzie się po drodze bujają koale, to bym wam pokazała, może będą. I tam jest po drodze taki bar, mają wszystko organiczne i takie dobre, i kawę też najlepszą! Cholera, że też muszę iść do pracy, bo już się podekscytowałam. A może mi znowu odwołają? Już się nie mogę doczekać, aż zacznę znowu koncertować na etat, tylko w Port Campbell to ciężko, bo nie ma dosyć barów, w Melbourne miałam mnóstwo koncertów wieczorami. A właściwie to chyba wezmę wolne. No nie, bo mi nie starczy kasy… Ale przecież pod Melbourne mam dawne uczennice, dwie lekcje śpiewu to jak cały dzień kelnerowania. Zadzwonię do nich. A, co będę dzwonić, wpadnę do nich, jak już będę na miejscu. To co, jedziemy razem do Melbourne?[2].”


[1] Nie pytajcie mnie, gdzie to. O co drugiej plaży w Australii można powiedzieć to samo.

[2] Proces decyzyjny trwał przez cały kolejny dzień. Finalnie pojechaliśmy do Melbourne z Brigid.


Great Ocean Road

Jedno z mniejszych oczek wodnych 🙂

Great Ocean Road

Kraken się budzi

Great Ocean Road

Słynnych Dwunastu Apostołów

Great Ocean Road

Saltbush – potwierdzam, jest pycha! Nie ma to jak zdrowe przekąski na szlaku 😀

Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road Great Ocean Road


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

5 Comments

  1. Pokaż Brigid, pokaż Brigid! Ma już fanclub?

    • Hania, kierownik wycieczki

      18/10/2018 at 00:29

      Brigid się jeszcze pojawi w jutrzejszym poście 😀
      Jak nie ma, to zakładamy!

  2. Jestem pod wrażeniem jak wielką trasę zrobiliście

  3. Zmęczyłam się tym słowotokiem 🙂 prawie jakbym słuchała opowieści przy rodzinnym stole: wiesz, ta dziewczyna, co miała za sąsiadkę taką babcię w czerwonej chustce a jej szwagier robił świetną kiełbasę 😉
    A proces decyzyjny u mnie czasami wygląda podobnie 🙂

    • Hania, kierownik wycieczki

      07/10/2018 at 05:49

      Oj, Magda, wierz mi, ja też się nim zmęczyłam 😉

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HitchHaning

Theme by Anders NorenUp ↑