HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 39 491: Gado Gady Gadu nocą…

No i co ja mam teraz zrobić?

Kilka dni temu na naszym ulubionym facebook’owym fanpage’u podróżniczo-gawędziarsko-grafomańskim (niepotrzebne skreślić) zakończyła się pierwsza w historii HitchHaning ankieta badająca Wasze preferencje. Za pomocą misternie opracowanej strategii miał się wyłonić jasny i klarowny, niczym drobiowy bulion, zwycięzca, zdradzający mi Wasze zainteresowania i oczekiwania wobec publikowanych tu treści.

Co mi z tego badania wynika? Ano, że czytelnicy bloga i bywalcy naszego ulubionego facebook’owego fanpage’a to crème de la crème internetów, ludzie światli, ambitni, o szerokich zainteresowaniach, nie dający się zamknąć w ramach konwenansów i wyróżniający się wysoką kulturą osobistą. Wnioski takie nasuwają się same, albowiem:

  1. 100% osób komentujących wyraziło chęć zagłosowania na obie opcje;
  2. 0% osób komentujących napisało mi, że płaszczka jest brzydka, pieróg obleśny, a ja głupia;
  3. głosy rozłożyły się po dokładnych, półokrągłych 50% na każdą z opcji.

Jako że pytanie było niezwykle przewrotne, pozostało mi potraktować wyniki taką samą przewrotnością i upiec dwa warany na jednym ogniu.

Temu zacnemu towarzystwu, które stwierdziło, że co mie tu zwierzynę jakąś wrzucasz, dawać pierogi! z radością prezentuję mój autorski[1]:

Przepis na gado-gado – danie indonezyjskie.

Proszę kliknąć tutaj w celu poszerzenia swoich kulinarnych kompetencji i zagrania kubeczkom smakowym najbardziej eklektycznej z etiud.

Dobra, kliknięte, nie ma odwrotu. Jak zapewne się zorientowaliście, to nie jest blog kulinarny, a przygodowy i tak też polecam na poniższy przepis patrzeć.

Gado-gado to w dosłownym tłumaczeniu mieszać-mieszać, no i nie ma co się oszukiwać, kroi się zamieszanie. Danie jest wegetariańskie (a może i bezglutenowe?) i szybkie.

Sos orzeszkowy:

Co się przyda?

  • Porządne 2-3 łychy masła orzechowego typu crunchy (z kawałkami orzeszków)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2cm kawałek imbiru
  • 1 papryczka chilli o ulubionym stopniu ostrości
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka sosu rybnego, ewentualnie ostrygowego, ewentualnie żadnego z nich
  • sok wyciśnięty z 1-2 limetek lub połowy cytryny
  • 1 łyżka brązowego cukru lub miodu
  • 1 łyżeczka pasty z tamaryndowca (ekhem, mi się jeszcze nie zdarzyło mieć pod ręką tamaryndowca podczas przygotowywania tego dania i nic strasznego się nie stało)
  • filiżanka wody do rozcieńczenia sosu

Ale pamiętajcie, że te wszystkie proporcje, to trochę, jak u babci Rysującej Rynn:

Należy sobie od razu przygotować dużo łyżek, bo z Masterchefa wiemy, że mieszanie sosu sztućcem, który wcześniej oblizano uchodzi za niegrzeczne, a w składnikach mamy masło orzechowe i miód, więc samokontrola idzie oglądać Grę o Tron i nie będzie jej przez jakiś czas.

Do rzeczy:

Obrany czosnek i imbir oraz papryczkę bez pestek posiekaj bardzo drobno, dodaj wszystkie pozostałe składniki. Wodę wlej stopniowo, żeby nie rozrzedzić sosu zbyt mocno. No i teraz kosztuj, smakuj, doprawiaj według tego klucza:

  • jak się skrzywisz, dodaj więcej cukru;
  • jak zapłonie Ci podniebienie, dodaj wszystkiego poza papryczką chilli, czosnkiem i imbirem;
  • jak jest bez wyrazu, dodaj soku z limetki lub sosu sojowego;
  • jak balans smaków jest idealny, nie zjadaj całego naraz, bo ma starczyć na obiad.
Sałatka:

Czego potrzebujesz?

  • 2 ziemniaków
  • 200g tofu i/lub 2 jajek
  • oleju, np. sezamowego
  • prażynek (tak, prażynek, tych, które ostatnio widziano w podstawówce w sklepiku szkolnym. W wersji oryginalnej byłyby to prażynki krewetkowe, ale polecam zdać się na fantazję asortymentu lokalnego sklepu.)
  • 1 ogórka zielonego
  • trochę kapusty pekińskiej
  • garści kiełków fasoli mung
  • 2 garści fasolki szparagowej
  • 2 garści liści szpinaku
  • świeżych ziół do dekoracji (oryginalnie jest kolendra, ale kolendra jest ble, więc może być pietruszka, mięta lub melisa.)
  • jakichkolwiek innych warzyw, co ja się będę wymądrzać, to Twoja sałatka.

Dalsza część jest znacznie bardziej skomplikowana niż sos, albowiem ziemniaki należy ugotować i pokroić w kostkę, jajka ugotować na miękko bądź twardo, w zależności od preferencji, tofu usmażyć na złoto na oleju sezamowym (nie to, że na innym się nie uda, ale sezamowy jest smaczny i aromatyczny) i posolić, bądź podlać trochę sosem sojowym, warzywa zblanszować (rety, jakie mądre kulinarnie słowo!) i tyle.

Prawidłową miskę gado-gado konstruuje się następująco:
  • Na dno połóż kawałki tofu;
  • Przykryj warzywami, żeby żaden mięsożerca nie zorientował się, że danie zawiera tofu, aż będzie za późno (haha!);
  • Na górze połóż jajko pokrojone w plasterki (na twardo) lub przerwane na pół żeby ślicznie wyeksponować płynne złoto (na miękko);
  • Z boku dołóż małą garść prażynek;
  • Całość polej zacną ilością sosu;
  • Artystycznie umieść na czubku miski jakąś ładnie prezentującą się zieleninę.

Gotowe, wcinaj!

Bardzo proszę, żeby ktoś, kto postanowi skorzystać z tego przepisu wysłał mi zdjęcie, bo ja swoje danie zawsze zjadam zanim się zorientuję, że jako porządny bloger powinnam je najpierw sfotografować. Jest tylko zdjęcie sosu, ale, umówmy się, sos orzechowy z założenia nie jest fotogeniczny, dlatego w celu zaprezentowania jego apetyczności, wniosłam się na wyżyny edycji zdjęć za pomocą filtrów w telefonie.

przepis na gado-gado


Dla tych z Was, którzy wzgardzili dobrą strawą na rzecz dzikiego zwierza, mam dobrą wiadomość: Nie musicie niczego czytać!

Klik! I pod spodem czekają na Was gady.

Gady-gady.

Nie pytajcie mnie, ile czasu spędziłam w Internecie oglądając filmiki ze śmiesznymi jaszczurkami. Życzę Wam wspaniałych czterech minut.

Ten link przeniesie Was do krainy wesołych jaszczurek, żółwii i kameleonów, a nagranie nie pojawia się tutaj bezpośrednio, albowiem komputery mnie pokonały.

 

Dosyć już tego gadu-gadu (hahaha, kumacie? Gado-gado, gady-gady i gadu-gadu! Ależ ja to wymyśliłam!), dam Wam się w spokoju rozkoszować Waszymi wyborami.

I wiem, że kliknęliście w obie opcje!

[1] W sensie, że nie ja to wynalazłam, tylko najpierw kosztowałam i notowałam, a potem mieszałam i próbowałam.



Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

12 Comments

  1. Dzień dobry. Ja tu przypadkiem. Nazywam się Andrzej. Cześć. Lubię jeść, podobnie jak mój teść. Ha ha. taki żarcik na początek długotrwałej znajomości, bo sory, ale czy Ci się to podoba czy nie, to ja tu będę wpadać na gadu – gadu, gili -gili, czy na gody gody.
    Idę żreć gady gady:)

    • Hania, kierownik wycieczki

      13/03/2018 at 12:47

      Andrzej! Cześć! No, wreszcie jesteś! Siadaj, piwo jest w lodówce, do gadów i godów jak znalazł.

  2. Ale Cię czytelnicy ładnie załatwili 🙂

  3. Uwielbiam takie poczucie humoru. A co do głosowania, to chyba też postawiłabym na pierogi, choć nie wiem jak to o mnie świadczy 😉

    • Hania, kierownik wycieczki

      09/03/2018 at 11:33

      Ale mi miło! Mam nadzieję, że się zadomowisz, bo czego jak czego, ale poczucia humoru tu nie brakuje 😉

  4. Tym razem przeczytam dwa razy. Jednak zrobię to dopiero rano. Ten dzień mnie zjadł, wypluł, skonsumował i zwrócił
    Jest spora szansa, że będę chory więc dobrze Ci radzę kombinuj kolejny prze… Wpis. W przeciwnym razie dorobisz się pierwszego w życiu stalkera, oczekującego podania pilota z kilkudziesięciu tysięcy kilometrów (ilu? Chyba bredzę z gorączki !-)
    Ps
    Nie mam gorączki bo nie mam czasu by ją mieć, ale chorość nadchodzi. Czuje to w kościach 😉

    • Hania, kierownik wycieczki

      09/03/2018 at 11:32

      Zaczynam ćwiczyć telekinezę!
      I co następuje pierwsze w świecie blogerskiego fejmu, stalkerzy, czy hejterzy?
      A poza tym to priorytety – proszę do łóżka z herbatą z imbirem i zdrowiej szybko 🙂

  5. Gdybyś oprócz Manty – płaszczki i Manty – pierożka dała trzecią Mantę – firmę, która produkuje wątpliwej jakości elektronikę, wtedy wyłoniłby się bardziej klarowny obraz Twoich czytelników 🙂

    • Hania, kierownik wycieczki

      08/03/2018 at 13:13

      O rety, widzę, że przed kolejną ankietą muszę się porządnie dokształcić w badanym temacie 😉

  6. To ja jednak wolę gady. W kuchni tyle roboty 😀

  7. No tak to bywa z ankietami, że nie zawsze dają nam jasny kierunek działania. Ja bym jednak wybrała pieroga 😉 Bo pierogi są jednak przyjaźniejsze od płaszczek 😉

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HitchHaning

Theme by Anders NorenUp ↑