HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

5 sposobów na dogadanie się za granicą

Jak nam się to przytrafia, że co i rusz lądujemy w domu na irańskiej wsi, na herbacie w turkmeńskiej czaikhanie, na owcobiciu z kirgiską rodziną i na wódce z wietnamskimi kierowcami ciężarówek? Jak to się robi, żeby niczego nie planując i nie płacąc za zorganizowane zajęcia mieć najwięcej kontaktu z ludźmi, nauczyć się gotować od babci nieopłaconej przez biuro podróży i trafić do ulubionych miejscowych jadłodajni?

Jak się dogadać za granicą?

Proszę bardzo, oto pięć sprawdzonych sposobów na zjednanie sobie ludności autochtonicznej  bez znajomości ich języka.

Continue reading

Kilometr 39 799:o torturach autobusowych

Po mrugającym wyświetlaczu kineskopowego monitora skakał sterowany joystickiem Królik.

Ogon miał kulisto-puchaty, siekacze dorodne, uszy klapnięte i długie prawie do pasa. Rozejrzał się dookoła, podskoczył dwa razy dla próby, lądując z gracją na trawniku brzdękającym jak cymbałki, i rozpoczął swoją misję. Nad głową Królika, pomiędzy chmurkami, pojawił się rządek kilku migających marchewek. Podskoczył, schrupał je donośnie, a uszy nieco się podniosły.

Continue reading

Kilometr 39 769: o genezie powstania fasolek wszystkich smaków

W Azji nie ma dobrych słodyczy. Nie ma i już.

Są czasami ciekawe słodycze, na pewno egzotyczne, ale nie smaczne. Pół kontynentu później mój desperacki przewodnik o przeżywaniu głodu czekoladowego w Chinach jest wciąż aktualny. Wiecie czym mnie potraktowano do kawy w Chinatown w Melace?

O, tym ciastkiem.

słodycze w indonezji

Poświęćcie chwilę na zgadywanie, co jest w środku, zanim przejdziecie do dalszej części tekstu.

Continue reading

O miłości toksycznej i wysokich poprzeczkach

…czyli Share Week 2018

Jestem strasznie niepewną siebie istotą i wymagam ciągłego utwierdzania mnie w poprawności i odpowiedniej jakości tego, co robię. Wiem, że to wkurzające i ten Piotrek to naprawdę ma w sobie spokój i cierpliwość petenta NFZ-u. Ale jeszcze gorsze jest to, że jak uderza mnie fala czyjegoś talentu, od razu chcę rzucać swoją robotę, bo poprzeczka taka pod sufitem, i to nie zwyczajnym sufitem w mieszkaniu, tylko sufitem w jakiejś bardzo wysokiej katedrze, że aż freski można pomacać.

Continue reading

Kilometr 39 600: o żuczkach, salonach ślubnych i podziemnych jeziorach

Uwaga! Korespondencja prywatna!

5.12.2017, Kupang, Timor Wschodni
Katarzyna!

Postanowiłam w tym roku wykorzystać fakt, że obchodzę Twoje urodziny 7 godzin wcześniej niż Ty i przeżyć Twój dzień zgodnie z tym, czego Ci chcę życzyć.

Continue reading

Kilometr 39 491: Gado Gady Gadu nocą…

No i co ja mam teraz zrobić?

Kilka dni temu na naszym ulubionym facebook’owym fanpage’u podróżniczo-gawędziarsko-grafomańskim (niepotrzebne skreślić) zakończyła się pierwsza w historii HitchHaning ankieta badająca Wasze preferencje. Za pomocą misternie opracowanej strategii miał się wyłonić jasny i klarowny, niczym drobiowy bulion, zwycięzca, zdradzający mi Wasze zainteresowania i oczekiwania wobec publikowanych tu treści.

Continue reading

Kilometr 39 216: o braku prysznica, szczerym uśmiechu i innych atrakcjach Bajawy

Go Jack! Go Jack!

Komu oni tak kibicują? – Rozejrzałam się z zaciekawieniem i odkryłam, że panowie na motorkach wołają… do mnie. Byłam już przyjaciółką wszystkich (How are you my friend?), byłam siostrą świata (Special offer, only for you my sister!), byłam Mister (wielokrotnie, niepokojąco wielokrotnie), mat salleh (malajskie określenie na zagranicznych turystów wzięło się od mad sailor – szalony żeglarz, ewidentnie europejscy kolonizatorzy wywarli na tubylcach dobre wrażenie!), czasami nawet bule – kiedyś tłumaczone z indonezyjskiego jako albinos, aktualnie nabrało zabarwienia rasistowskiego. Nikt jeszcze nie mówił na mnie Jack.

atrakcje Bajawy

Continue reading

Kilometr 38 826: Na wodach Komodo – witajcie w naszej bajce

– Andrzej, nie łaskocz! – wykrzyknęła Mariola. Andrzej zachichotał, puścił porozumiewawcze oko do Zochy, ale ugodowo przeniósł się na mniej wrażliwe terytorium. W końcu jego figlarna natura kosztowała go już etat u poważnego Bartłomieja (no nie, z nim to się zdecydowanie nie dogadywał…) i u Justyny, która naczytała się o akcji #metoo i w ogóle nie dało się z nią już pobawić. Mariolka jest fajna, Andrzej miał nadzieję zostać u niej do emerytury.

– Mariola! Wypuść mnie! – Z wnętrza dobiegł stłumiony głos.

– No już, wyłaź, tylko się tak nie merdaj, bo mi zęby powybijasz!

– Fajrant na dzisiaj, będę jutro o tej samej porze! – Stefan pomachał Marioli na do widzenia i przekazał szczotkę i miętowy płyn do płukania Maciejowi z drugiej zmiany.

Stacja czyszczenia płaszczek pracowała na pełnych obrotach.

komodo Continue reading

Kilometr 38 612: Bali Gili Sumbawa

SumBAwa-Bali-Gili-Bali-Gili-SumbaWA!

Oczyma wyobraźni widzę szamana nad ogniskiem, wykrzykującego nazwy indonezyjskich wysp, niczym mantro-zaklęcia. Udało się, deszcz spadł. Dziś będzie szalenie ślicznie i szalenie ciekawie. Z naciskiem na szalenie.


Poboczem udekorowanej wielkimi kłosami[1] ulicy dziarsko szła pani z czterdziestocentymetrową konstrukcją z owoców na głowie. Minęła ją staruszka na motorze, na głowie miała balię pełną warzyw. Grupka osób siedzących na progu miała ziarenka ryżu przyklejone do czoła. Ubud, turystyczno-kulturowa stolica Bali, przygotowywało się do Kuningan, jednego z najważniejszych hinduskich świąt w roku.

bali

Continue reading

Kilometr 37 576: Koszmar na Jawie

Na Bali przyjeżdża się jeść, modlić się i kochać.

Wracałam z Polski z kilkukilogramowym nadbagażem w biodrach, a i medytacja to nie moja bajka, więc pierwsze dwa elementy mnie nieszczególnie ekscytowały, za to pierwszy raz od 1,5 roku miałam możliwość zatęsknić za Piotrkiem, który pod moją nieobecność samotnie przemierzał Sumatrę i Jawę, więc trzeci – już owszem.

bali

Continue reading

« Older posts

© 2018 HitchHaning

Theme by Anders NorenUp ↑