HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Strona 2 z 9

Kilometr 29 624: o trudach i urokach podróży po Wietnamie

Wietnam jest jednocześnie łatwym i trudnym kierunkiem dla backpackera.

Dlaczego trudnym? Bo wszechobecność motorków utrudnia autostopowanie (choć w teorii wiem, że moglibyśmy się oboje z plecakami zmieścić na motorze razem z kierowcą, jego rodziną i kilkoma kotami, wolałam nie próbować…). Bo każdy skrawek wolnego terenu wykorzystany jest na uprawę ryżu, który to rośnie na terenie mocno podmokłym, ergo, nienadającym się do rozbicia namiotu.

Czytaj więcej

Kilometr 28 882: motor – miejski cwaniak

Żyzne tereny Delty Mekongu. Każdego ranka setki osobników wypełzają ze swoich nor, z wolna, lecz z ogromną determinacją zmierzają do miejsc codziennych spotkań. Jedne malutkie, dwukołowe, inne potężne, onieśmielające okolicę swym warkotem silnika, wszystkie łączy wola walki. Pojazd, który przeżyje pierwsze tygodnie w miejskiej dżungli, ma szanse poradzić sobie w przyszłości. Przetrwają tylko najlepiej przystosowani.

Czytaj więcej

Lisbon Story

Jest ciepła, radosna, roztańczona i pijana młodym winem. Uśmiecha się wtedy, kiedy innych dopada złość, czy melancholia, lubi jeść świeże grillowane sardynki, nie śpi, gdy inni śpią, a piwo zagryza morskimi ślimakami. Jest moją bratnią duszą.

Czytaj więcej

Kilometr 28 046: o wszystkim, co mieści się na motorze

Kraina ciągnących się po horyzont pól ryżowych, stożkowych słomkowych kapeluszy i 80 milionów skuterów. Skutery wpisały się w stały krajobraz Wietnamu, stanowią najprostszy i najłatwiej dostępny środek transportu, zarówno osobowego, jak i cargo. Proponuję Wam dzisiaj zabawę: wybieramy najbardziej nietypową obsadę skutera. Uzbrójcie się w okulary do wizualizacji, i do dzieła!

Czytaj więcej

12 momentów z 12 miesięcy podróży dookoła świata

Tak! To już! Rok temu wyszliśmy z domu i stanęliśmy na katowickiej ul. Kościuszki z kciukiem do góry. 12 miesięcy później siedzę w Kuala Lumpur pijąc kokosa i zastanawiając się, czy dzisiaj obiad w Chinatown, czy w Little India. Ale się napowydarzało! Jasna sprawa – dzisiaj musi być rocznicowo-wspominkowo :). Opowiem Wam o Piotrka i moich momentach „naj”.

Czytaj więcej

Kilometr 27 574: szczepionka na Chiny

Ustawiłam się w kolejce do czwartej z kolei kasy na dworcu kolej(k)owym. W pierwszej nie obsługiwano turystów, w drugiej – translatora, w trzeciej bilet można było nabyć tylko z paszportem, a ten właśnie leżał w ambasadzie wietnamskiej, trzy ulice dalej. Nie zdziwiło mnie to.

Czytaj więcej

Czego nie pakować?

Są różne szkoły pakowania – niektórzy zaczynają dwa tygodnie wcześniej i na chwilę przed wyjazdem nie pamiętają, co już do plecaka wrzucili, więc na wszelki wypadek wrzucają wszystko raz jeszcze. Inni patrzą na swoją szafę tyle czasu, że wreszcie, nie mogąc się zdecydować, wrzucają do bagażu połowę jak leci.

Czytaj więcej

Kilometr 26 830: rezerwat Yading, czyli jak zostałam masochistką

Obudziłam się ugrillowana po równo z każdej strony. Poleżałam jeszcze kilka chwil dopiekając plecy, wiedząc, że kolejnej nocy łóżka z materacem elektrycznym będzie mi bardzo brakować… Nieliczni szaleńcy, którzy wybierają się do Tybetu w miesiącach zimowych, szybko przyzwyczajają się do tostera pod prześcieradłem, na łóżku, za które zapłacili 3$. Zwykle trzeba sporej woli walki i siły ducha, żeby z niego wypełznąć i zmierzyć się z nieogrzewanym pokojem, ale nie dziś. Dziś mieliśmy wreszcie iść w miejsce, po które przyjechaliśmy do Chin.

Czytaj więcej

Kilometr 25 989: łopot kolorowych flag

Wiem, że wolicie widzieć u mnie literki. Są jednak takie miejsca, którym najpiękniej towarzyszy cisza. Zakochałam się w Tybecie. Powietrze pachnie himalajskim wiatrem, kadzidłem palonym w świątyniach i nadchodzącą burzą. Zakochałam się w Tybetańczykach. Mają w oczach spokój, mądrość i światło, a we włosach barwne kamienie, pióra i wolność. Ulice witają mnie roześmianym pozdrowieniem tashidele.

Czytaj więcej

Kilometr 25 720: o ekstremistach i separatystach

Potężny, ogolony na łyso mężczyzna ze swastyką wytatuowaną na dłoni skinął głową i zaprosił mnie do środka. Nad drzwiami do namiotu wisiało zdjęcie jego lidera i przewodnika duchowego, przez wielu uważanego za ekstremistę i separatystę o skłonnościach terrorystycznych. Takich jak on się przesiedla, ich zapędy dusi w zarodku, ich retoryki nie akceptuje. Lepiej żeby nie tworzyli większych ugrupowań.

Czytaj więcej

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »

© 2017 HitchHaning

Theme by Anders NorenW górę ↑