HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 34 202: Singapur lądem, Singapur powietrzem

Uwielbiam podróż lądem. Dzięki niej doświadczam czegoś więcej, niż przelatując pół świata w pół doby. Czuję odległość we własnych osobistych nogach. Czuję, że faktycznie przemierzam jakiś kawałek świata. Ostatnio doskonale towarzyszyła mi w lądowych wędrówkach książka „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego, jednego z moich ulubionych autorów, fenomenalnego włoskiego reportera, któremu jakiś chiński astrolog, czy tarotarzysta przepowiedział, że zginie w kolizji samolotu, a on – potraktował to jako wyzwanie i spędził rok w bezpowietrznej podróży po Azji Południowo-Wschodniej.

terzani

Czy mnie nie kusi żeby się czasem przesiąść na samolot? Ciągle, w końcu mi żaden wróżbita niczego nie przepowiedział! Ale potem przypominam sobie przygody z celnikami na granicach i doceniam świetną pierwszą lekcję kraju, do którego właśnie chcę się dostać.

Kultury i zasad – jak wtedy, kiedy irańscy urzędnicy powitali nas gościnnym uśmiechem, ale każdą butelkę dokładnie obwąchali pod kątem procentów, powykrzywiali się z wysiłku próbując zanotować, że imię ojca Piotra to Kazimierz (jakby nie mogło być Ali, tak po ludzku!), a mi się kazali porządnie omotać hidżabem.

Biurokracji – jak uzbeccy poważni, uzbrojeni oficjele poszukiwali w mojej apteczce narkotyków ciężkich oraz przeliczali wwożoną gotówkę (65$) trzy razy. Korupcji – kiedy cała khmerska kontrola graniczna idzie w zaparte, że wiza jest droższa niż jest faktycznie i mogę albo zapłacić dodatkowe 5$ albo spędzić kilka godzin na granicy walcząc z systemem.

Stosunków międzynarodowych – kiedy Kazachowie machnęli ręką na nasze nieważne papiery rejestracyjne, bo dalej chętnie oglądają Czterech Pancernych i Psa, a malutka chińska celniczka, przytłoczona ogromem swej władzy, obejrzała dokładnie cały album zdjęć z Iranu, bynajmniej nie dlatego, że ładne kadry i ciekawe ujęcia.

Idziemy tą samą kolejką, co reszta świata. Nie ma bramek VIP ani powitalnego szampana dla szanowanych biznesmenów, nie ma szybkiej kolejki dla obywateli UE, wszyscy są równi. Przejście graniczne opowiada kawałek kraju. Każdego, poza jednym: Singapurem.

Musiałam tu wjechać dwa razy, żeby to zrozumieć – za pierwszym nic mnie nie zdziwiło. Był sobie budynek, czysty, schludny. Byli bardzo anglojęzyczni celnicy, zgrabnie przygotowane formularze, przyzwoicie zorganizowane autobusy. To nie oddaje istoty Singapuru.

Od lat przodujące w rankingach najlepszych portów lotniczych świata, jest popisem splendoru i organizacji. Jeżeli pasażer pomyśli, że czegoś by od lotniska oczekiwał, lotnisko Changi już to ma, kilka razy i lepiej zrobione. Pierwszy raz poczułam, że moja wizyta w kraju nie była pełna bez wizyty na lotnisku. To ono mi opowiedziało o Singapurze, mimo że przy drugiej wizycie nie wyszłam poza terminal.

Przyjezdnych witają wyłożone grubą wykładziną korytarze i wygodne kolorowe kanapy (prawie zaspałam na kolejny lot!). Są jak wstęp do szerokiej gamy luksusowych hoteli, na które pewnie nigdy nie będzie mnie stać, ale to nic nie szkodzi, bo chętnie skorzystałam z zaproszenia szalonej, niebieskowłosej Clovie.

singapur

Clovie w oczekiwaniu na sataye z najlepszym na świecie sosem z orzeszków  ziemnych.

Fenomenalna baza gastronomiczna, niczym na pierwszej klasy festiwalu kulinarnym, zapowiada selekcję najlepszego jedzenia świata zebranego w niepozornym hawker center pod wiatą, czy food court w jednej z wielu galerii handlowych. Dwie ulubione rozrywki Singapurczyków to jedzenie i zakupy. Obu pasjom można oddawać się na światowym poziomie.

singapur

Sky train jeżdżący co trzy minuty między terminalami obiecuje, że metro będzie zorganizowane równie doskonale.

Nagromadzenie ochroniarzy i konserwatorów powierzchni wszelakich pozwala wierzyć, że będzie sterylnie i bezpiecznie. Ale żeby było bezpiecznie, to najpierw trzeba wszystkiego zakazać. W Singapurze wielu rzeczy nie wolno – Clovie trzy razy się rozejrzała dookoła, zanim zrzuciła popiół z papierosa na chodnik.

singapur

Widząc wszystkie zmechanizowane, skomputeryzowane stanowiska, kąciki z automatami do gier, interaktywny zaczarowany ogród, trudno sobie wyobrazić, co może za tym iść. Aż do pierwszego food court, w którym zobaczymy, jak roboty zbierają brudne tace. Współcześni Jetsonowie żyliby w Singapurze.

singapur

Jest i strefa dziedzictwa kulturowego, która przypomina, że jedno z najmłodszych państw świata, w którym za zamierzchłą historię uważa się lata 80te, kulturę swoją ma, w znacznej mierze opartą na tradycjach chińskich, ale ma. Można ją poznać na przykład w Haw Par Villa, niegdysiejszej posiadłości braci Aw , twórców Tiger Balm – maści tygrysiej, która do tej pory jest polecana na wszelkie dolegliwości, od bólu stawów, przez korzonki, do przeziębienia. Po śmierci braci, willa została zgodnie z ich życzeniem przekształcona w kompleks parkowy przedstawiający chińskie legendy i wierzenia, w tym bardzo obrazowy, nie pozostawiający wiele dla wyobraźni, korytarz przedstawiający 10 kręgów chińskiego piekła.

singapur

Przewodnik po chińskim horoskopie. Jesteś szczurem czy małpą?

W końcu – są i znane wszystkim wizytówki państwa-miasta. O basenie bez końca – Infinity Pool na dachu hotelu Marina Bay Sands przypomina elegancki lotniskowy basen z jacuzzi, a ogrody orchidei, słoneczników i kaktusów zachęcają do pospacerowania po mieniących się tysiącem światełek Gardens by the Bay. A jeżeli ktoś nie nocuje w Marinie, nie ma budżetu na drinka w modnym barze w koronie Superdrzewa i na dodatek nie odwiedza lotniska, musi stworzyć swoje wspomnienia z Singapuru na własny sposób. Stąd wiem, że gin z tonikiem z plastikowego kubka, chowany co kilka minut przed ochroną parku, nigdzie nie smakuje lepiej niż na ławeczce pod rozświetlonym magicznym drzewem z widokiem na Marinę.

singapur

Singapur błyszczy. Musi błyszczeć. To jego misja, błogosławieństwo i przekleństwo zarazem.

singapur

singapur singapur singapur singapur

singapur

Najbardziej kolorowa dzielnica arabska

singapur singapur singapur singapur singapur singapur singapur singapur singapur


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

6 Comments

  1. Nie jestem podróżniczką, ale świetnie prowadzisz historię!

  2. Proste pytanie: chciałabyś zamieszkać tam na stałe? 🙂

    • Hania, kierownik wycieczki

      07/12/2017 at 11:44

      Absolutnie, zbyt “idealnie”, a mieszkańcy pod ogromną presją – wszystkiego. Za to na lotnisku mogłabym 2-tygodniowy turnus spędzić 😉

    • Dość daleko posunięty autorytaryzm, nepotyzm, problem wspólczesnego niewolnictwa, kult pieniądza… mógłbym długo. To nie jest miejsce do mieszkania. Wprawdzie zwiększa się liczba zamieszkujących w Singu Polaków (stał się modny) ale westernów na ulicach coraz mniej. Polityka rządu sugeruje firmom stawianie na na lokalne kadry aniżeli caucasian. Ponadto, nawet lokalesi często decydują się spędzać emeryturę np. w Australii.

Powiedz mi, co myślisz:

© 2018 HitchHaning

Theme by Anders NorenUp ↑