Wyjeżdżałam od kiedy pamiętam. Moje pierwsze kolonie spędziłam w pięknej alpejskiej scenerii mając pięć lat. Co prawda okazały się one trzytygodniową sekciarską indoktrynacją prowadzoną w sposób, za który nie przyznałabym raczej Orderu Uśmiechu, ale skoro taka przygoda nie zabiła mojego podróżniczego bakcyla – nic nie mogło tego dokonać.

Wiele obozów harcerskich, kursów językowych, wędrownych wyjazdów i 15 lat później wybrałam się na swoją pierwszą, bardzo niezorganizowaną wyprawę autostopową, a potem kolejną, i jeszcze kolejną. W końcu złapałam się na tym, że będąc na Bałkanach, zaczynam już planować Norwegię, a lecąc do Szkocji, kombinuję, jak by tu jeszcze wysupłać urlop na włoskie wybrzeże Amalfi.

DSCN8565

Dzisiaj jeżdżę na pełen etat.

Niektórzy powiedzą – kolejna oklepana historia, dziewczę rzuca pracę i z plecakiem jedzie dookoła świata poszukiwać swojego „Ja”. Nie do końca – raczej staram się poznawać „Ja” miejsc, które odwiedzam i osób, które spotykam. Jadę, nie do końca wiedząc dokąd, ale to nie szkodzi, bo dotarcie do celu nie jest moim celem. Jeżeli masz ochotę, chętnie podzielę się z Tobą obserwacjami i anegdotami z dalekich krajów, muzyką, której nie ma na eremefie i na bieżąco zdobywanym doświadczeniem.

Poznaj i Piotrka

To on sprawia, że moje pomysły dostają nóg i kręgosłupa. Jest geniuszem przetrwania, chemikiem, stolarzem, wirtuozem kuchni (w każdych warunkach), kopalnią rozwiązań i moim osobistym mężem, a wszystko to z 5‑20‑dniowym zarostem, stoickim spokojem i tylko lekkim niedoborem empatii. Aktualnie przyjął na klatę etat podróżniczy i autostopujemy razem.

Jeżeli chcesz się wspólnie pośmiać, powiedzieć mi, że gadam głupoty, zaoferować nocleg w ogródku u cioci w Nepalu, postawić piwo albo wysłać przepis na ciasteczka – pisz śmiało na hania@hitchhaning.com. Albo wyślij gołębia.