Są różne szkoły pakowania – niektórzy zaczynają dwa tygodnie wcześniej i na chwilę przed wyjazdem nie pamiętają, co już do plecaka wrzucili, więc na wszelki wypadek wrzucają wszystko raz jeszcze. Inni patrzą na swoją szafę tyle czasu, że wreszcie, nie mogąc się zdecydować, wrzucają do bagażu połowę jak leci.

Piotrek pakuje się w 10 minut i prawie zawsze o wszystkim pamięta. Ja teraz już też rzadko coś pomijam, choć w latach szczenięcych notorycznie zapominałam ręcznika, ale proces pakowania zajmuje mi tyle czasu, ile go mam + 10 minut. Nie polecam tego sposobu.

Ustaliliśmy już, że nie jestem odpowiednią osobą do udzielania porad dotyczących szybkości pakowania się, ale myślę, że śmiało mogę się wypowiedzieć w kwestii wielkości bagażu.

W co się pakuję? W plecak, rzecz jasna. Mój to arcywygodny 60-70 l Karrimor, którego nie zastąpię niczym dopóki sam się nie zdecyduje rozlecieć. Podczas samolotowych wypadów weekendowych korzystam zwykle z dobrodziejstw linii lotniczych, które to uczą swoich budżetowych pasażerów oszczędnego gospodarowania przestrzenią. Wówczas cały mój bagaż to plecak 30l. Z walizki korzystam w zasadzie tylko wtedy, kiedy mam ją wozić samochodem lub porzucić w hotelu, a takie sytuacje mają miejsce głównie podczas podróży służbowych.

Tak więc nie owielbłądziaj się – nikt nie będzie nosić za ciebie bagażu. Spakuj tyle, żebyś mogła podnieść swój plecak i nieść go przez 15-20 km, po czym samodzielnie ściągnąć z pleców oraz w dalszym ciągu być wśród żywych. Ten warunek jest kluczowy i większość tego, co piszę dalej wynika właśnie z niego.

W zależności od tego, czy jesteś osobą, która bierze ze sobą na wakacje suszarkę do sałaty, szczotkę do mycia pleców oraz Trylogię Sienkiewicza, czy też jedną parę zapasowej bielizny i szczoteczkę do zębów, poniższe obserwacje przydadzą Ci się bardziej, mniej lub wcale 🙂

Zacznijmy od kosmetyków.
  • Jeżeli nie wyjeżdżasz na rok, nie bierz ze sobą całych opakowań kremów, żeli i szamponów. Większość drogerii posiada w ofercie małe podróżne wersje kosmetyków, saszetki z próbkami sprawdzają się równie dobrze.
  • Jeżeli czujesz się źle bez makijażu – nie będę Cię przekonywać, że masz się zacząć czuć dobrze. Będę natomiast namawiać Cię do ograniczenia zawartości kosmetyczki do 3-4 produktów, bez których nie możesz się obejść (w moim przypadku jest to korektor, bronzer i tusz do rzęs). Podczas górskiego trekkingu, na plaży, w upale, czy też w deszczu – makijaż tylko pogarsza sprawę.
  • Jeżeli będziesz nocować w hotelach, upewnij się, że będziesz mieć do dyspozycji ręcznik i komplet kosmetyków, wówczas zawartość kosmetyczki możesz śmiało okroić.
  • Czy jeżeli zdecyduję się czegoś nie brać, a okaże się potrzebne, to mogę to kupić na miejscu? Prawie zawsze tak, bardzo często taniej lub lepszej jakości, ale czasami warto zrobić rozeznanie. Jest mocno prawdopodobne, że jadąc w mało turystyczne tropikalne rejony Azji, czy Afryki, nie dostaniesz na miejscu kremu z filtrem słonecznym i preparatu na oparzenia skóry. Z drugiej strony, miejscowe komary będą się zaśmiewać do bólu brzucha z Twojego „off’a” i podfruwać coraz bliżej, żeby się zaciągnąć. Preparat na robactwo lepiej kupić więc lokalny, będzie efektywniejszy.
Co się tyczy ubrań:
  • Jak zdążyłam się przekonać podczas licznych podróży z moimi przyjaciółkami (kocham Was!), dla wielu osób nie jest oczywistością, że liczba sukienek nie powinna przekraczać liczby dni. No więc nie powinna. Co więcej, nawet nie trzeba koniecznie mieć innego zestawu na każdy dzień!
  • Jeżeli nie ubrałaś czegoś przez ostatni rok, na pewno obędziesz się bez tego w czasie tygodniowego wyjazdu
  • Czy ta koszulka pasuje do spodni i szortów, które zabierasz? Jeżeli nie – wypad z plecaka
  • Weź pod uwagę kulturę kraju, do którego jedziesz. W wielu miejscach nietaktem jest odsłanianie ramion, nóg i dekoltu.
  • Porządna i lekka kurtka przeciwdeszczowa przyda się prawie wszędzie i z pewnością pozwoli Ci zapomnieć o parasolu.
  • Bardzo wielozadaniowym elementem wyposażenia jest kolorowy sarong kupiony na miejscu – może posłużyć za szal, okrycie, lekki kocyk, ręcznik, a na końcu staje się miłą pamiątką.
W kwestii sprzętu, elektroniki, rzeczy wartościowych i książek:
  • Komputer weź ze sobą tylko wtedy, jeżeli planujesz długą wyprawę (≥3 miesiące) – wówczas faktycznie może być konieczny. W przeciwnym razie postaw na mądry telefon (i mówię to ja! znana miłośniczka mądrych telefonów!), albo – werble – wyłącz się na chwilę.
  • Jeżeli nie zarabiasz na życie zdjęciami, przemyśl, czy każdy ze spakowanych obiektywów będzie Ci niezbędny. Może czasami wystarczy prosty, kompaktowy aparat lub telefon i pozytywne nastawienie?
  • O potrzebie czucia się kobieco raz na jakiś czas wspomniałam już przy kosmetykach – już wiesz, że nie potrzebujesz taszczyć ze sobą prostownicy.
  • Lubię mieć ze sobą coś do poczytania, czy też przewodnik, ale zwykle staram się zabierać ze sobą wydanie kieszonkowe/ e-booka, a z przewodnika, jeżeli nie mam wersji elektronicznej, kserować potrzebne fragmenty i pozbywać się ich na bieżąco.
  • Podczas podróży rzeczy lubią się dematerializować. Do tej pory udało mi się pozbyć tylko ręcznika, starych sandałów, nowych sandałów i swetra, ale dobrze jest mieć świadomość, że coś może się zgubić, albo zwabić złodzieja. Rzeczy wartościowe ograniczam do minimum, pieniądze chowam w staniku (w skarpetce uwierają). Przydatna wskazówka: wyjmij pieniądze przed praniem…
Co jeszcze?
  • Zanim spakujesz coś, co zajmie Ci pół plecaka, pomyśl nad alternatywą. Dla przykładu: ręczniki z mikrofibry zamiast frotowych, czy kilka cienkich warstw zamiast grubych, a tym samym przestrzennych ubrań.
  • Gdziekolwiek się nie wybierasz, dwie pary butów i jedne długie spodnie Ci wystarczą. Jeansy są zazwyczaj totalnie niepraktyczne, ciężkie i długo schną.
  • Nawet daleko od domu można uskutecznić pranie. Nie bierz zapasu majtek na trzy tygodnie.
  • Poduszka to +20 do komfortu spania pod namiotem. Polecam dmuchaną, albo – jeszcze lepiej – 5l worek żeglarski, do którego włożysz miękkie ubrania.
  • Jeżeli zabierasz ze sobą sprzęty kuchenne, zainwestuj w lekkie wersje turystyczne, bądź postaw na rzeczy o więcej niż jednym zastosowaniu (np. kubek, w którym możesz też gotować)
  • Dziel się z bliźnimi! Kiedy wyjeżdżasz z grupą osób, koniecznie ustalcie, kto co zabiera. To dotyczy zarówno palnika, jak i pasty do zębów.
  • Jedzenie zabierz ze sobą tylko wtedy, kiedy jedziesz do bardzo drogiego kraju, a i wtedy nie wariuj i szukaj alternatywnych rozwiązań. Co jest lepsze – jadąc do Norwegii spakować 5 kg konserw, czy składaną wędkę? Jeżeli bierzesz prowiant – zacznij od zjadania najcięższych rzeczy.
  • Przed wyjazdem sprawdź przepisy celne kraju, do którego się wybierasz. Są przyjemniejsze sposoby na spędzenie pierwszego dnia na miejscu niż pertraktowanie ze strażą celną.

A jakie Ty masz sposoby na uniknięcie nadbagażu i urazu kręgosłupa? Podziel się w komentarzu!