Dojrzałam do tego wpisu. Ja, której telefonami można by wyłożyć pokaźną gablotę zapomnianych kuriozów techniki. Ja, do której znajomi dzwonili specjalnie, wiedząc, że jestem w miejscu publicznym, po to tylko, żebym ku uciesze przechodniów/ współpasażerów wyciągnęła z torebki telefon z anteną z folii aluminiowej. Przecież co miałam zrobić, solidny sprzęt, a antenkę zgubiłam gdzieś na helskim polu namiotowym…

Długo się broniliśmy przed mądrym telefonem, w końcu pokonała nas niewystarczająco dokładna mapa, no i dalej juz poszło… Przedstawiam Wam 5 aplikacji, które mnie urzekły.

1. Maps.me

Najpierw odkryliśmy tę aplikację sami, a potem okazało się, że poleca ją każdy bloger podróżniczy, który ma wpis o aplikacjach. Pozostaje mi się pod tym podpisać wszystkimi kończynami: dokładne mapy, duża funkcjonalność i – co najważniejsze – dostepność w trybie off-line. Wystarczy ściagnąć mapę danego kraju/regionu, ażeby potem się nią cieszyć w zaciszu namiotu.

2. Couchsurfing

Znany serwis społecznościowy, który łączy podróżujących z miejscowymi i umożliwia wymianę kulturową oraz nocleg, za który nie płacimy pieniędzmi. Portal najlepiej znany jako “darmowa kanapa”. Od jakiegoś czasu couchsurfing zaczął przyciągać podróżników-pasożytów, tym samym zniechecając miejscowych do przyjmowania gości i spędzania z nimi czasu. Z moich doświadczeń wynika, że przy lekkiej dozie dobrych chęci i poświęceniu kilku chwil na przeczytanie profili, wybranie osób, z którymi nadajemy na tych samych falach i napisanie spersonalizowanych wiadomości, mamy duże szanse na nowe przyjaźnie, albo przynajmniej na fajną wymianę kulturową. Sama aplikacja działa lepiej niż komputerowa wersja strony.

3. iPolak

Aplikacja MSZ-u. Porządne i wiarygodne źródło informacji na temat przepisów wizowych, bezpieczeństwa, działań w przypadku choroby, wypadku, czy problemów prawnych za granicą. Na przykład takich.

4. Sworkit

Przenośna Chodakowska. Wybieram sobie partię tłuszczu, której chcę zafundować wycisk, a aplikacja dyktuje mi ćwiczenia i pozwala katować się do woli na pace ciężarówki, na macie koło namiotu i na terminalu w oczekiwaniu na prom. Idealna, żeby sobie poprzeklinać pod nosem. Treningi są dostępne off-line!

5. Memrize

Doskonały sposób na nudę w podróży i świetne rozwiązanie dla tych, którzy w swojej komunikacji z miejscowymi chcą wyjść poza zamawianie piwa: kolorowa gromada kursów ponad 90 języków obcych, pomagacz do zapamiętywania słówek, sfilmowani prawdziwi ludzie pomagający w ćwiczeniu prawidłowej wymowy, ubaw po pachy! Tak, ja z tych, dla których nauka języków obcych to zabawa. Grzech główny tej aplikacji to niedostępność w trybie offline bez zakupu wersji pro.

W powyższym zestawieniu celowo pominęłam kulki i angry birds. Niech będzie, że w wolnych chwilach się uczę, albo robię przysiady.

Znacie? Korzystacie? Jakie jeszcze aplikacje są wam niezbędne w podróży?


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.