HitchHaning

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 34 447: motyle Melaki

Ua-ua-ua-ua! I’m in love with your body! Bombastic, ele fantastic, pa pa l’americano, asi voce me mata, ai se eu te pego, ai aiiiii so hot in here! so ice ice baby… ice ice favorito baby! pasito pasito oppa gangnam suave suavecito gangnam style poquito a poquito, mista lova lova sube sube!

motyle Melaki

Czytaj więcej

Kilometr 34 202: Singapur lądem, Singapur powietrzem

Uwielbiam podróż lądem. Dzięki niej doświadczam czegoś więcej, niż przelatując pół świata w pół doby. Czuję odległość we własnych osobistych nogach. Czuję, że faktycznie przemierzam jakiś kawałek świata. Ostatnio doskonale towarzyszyła mi w lądowych wędrówkach książka „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego, jednego z moich ulubionych autorów, fenomenalnego włoskiego reportera, któremu jakiś chiński astrolog, czy tarotarzysta przepowiedział, że zginie w kolizji samolotu, a on – potraktował to jako wyzwanie i spędził rok w bezpowietrznej podróży po Azji Południowo-Wschodniej.

terzani

Czytaj więcej

Kilometr 33 998: Tioman – o kociej mafii i nurkowych wynurzeniach

Muskularny rudy kot z blizną koło nosa i nadgryzionym ogonem zatoczył po raz piąty ósemkę wokół moich nóg. Spojrzałam krytycznie na swój talerz: nasi lemak, czyli ryż w mleczku kokosowym z jajkiem, ostrą pastą sambal i – aha! niewielką porcją zesmażonych na skwarki malutkich rybek… Kotu z pyska patrzyło dobrze, wręcz pobłażliwie, kątem oka zauważyłam, że wokół zebrało się jego pięciu kocich ochroniarzy, mniejszych, lekko kościstych i ze zdecydowanie mniej przyjaznymi spojrzeniami. Właśnie poznałam kociego Ala Capone. Z rybkami mogłam się pożegnać.

Tioman

Czytaj więcej

Kilometr 33 286: o malezyjskiej kulinarnej Mekce i stolicy murali

Spędziłam 1,5 godziny w h&m przymierzając ubrania, których a) nie chciałam, b) nie potrzebowałam, c) nie podobały mi się, d) nie miałam najmniejszego zamiaru kupować. Aha! Już widzę, jak poszukujecie rozwiązania zagadki w zagmatwanych meandrach kobiecej logiki. Nie tędy droga. W h&m po prostu była dobra klimatyzacja.

Schłodziwszy się w h&m (wiecie z jakim entuzjazmem Piotrek wszedł ze mną do sklepu?), wyruszamy na spacer po Georgetown – kulinarnej Mekce Malezji i azjatyckiej stolicy murali.

Czytaj więcej

5 aplikacji przydatnych w podróży

Dojrzałam do tego wpisu. Ja, której telefonami można by wyłożyć pokaźną gablotę zapomnianych kuriozów techniki. Ja, do której znajomi dzwonili specjalnie, wiedząc, że jestem w miejscu publicznym, po to tylko, żebym ku uciesze przechodniów/ współpasażerów wyciągnęła z torebki telefon z anteną z folii aluminiowej. Przecież co miałam zrobić, solidny sprzęt, a antenkę zgubiłam gdzieś na helskim polu namiotowym…

Czytaj więcej

Kilometr 32 924: o pani Halince, peronie 9 3/4 i świetlikach

Lubię światełka. Światełka są fajne. Nie mogę być w Kuala Lumpur i nie zobaczyć moich światełek. – Justyna i Marek przylecieli nas odwiedzić i ledwie wylądowali, a ona już jedną nogą była pod pięknie iluminowanymi wieżami Petronas. Ja poszłam w interpretacji jej światełkowych życzeń nieco dalej.

Czytaj więcej

Kilometr 32 382: o obojczyku, zatruciach i małpach na suficie

No i się doigrałam. Padłszy ofiarą dwóch gentlemanów na motorze, siedzę w Melace o dwa miesiące dłużej niż zakładaliśmy, zrastając obojczyk poturbowany po tym, jak rzeczeni gentlemani zrzucili mnie z roweru, skuszeni niczym nie sugerującym zawartości niepozornym szmacianym plecaczkiem, w którym wiozłam połowę posiadanej elektroniki.

Czytaj więcej

Gruzja w słuchawkach: 5 sposobów na jesień

To już. To ten moment, kiedy mija zauroczenie zupą dyniową z imbirem i kurkowym risotto, kasztany pozbierane na spacerze zdążyły się pokryć kurzem, a kolorowe liście pozbawił wdzięku pies sąsiada.

Pierwsze skrobanie szyb o poranku, pierwsze dni, kiedy wracasz z pracy po ciemku… To już.

Jak sobie radzicie z jesienią? Ja znam jeden sposób: góry! A jak sie nie da nanożnie, to chociaż nausznie 🙂

Czytaj więcej

Kilometr 31 120: Angkor Wat, czyli jak zostać Indianą Jones’em na jeden dzień

Olejcie Siem Reap! Wstęp do Angkor Watu podrożał, świątynie jak świątynie, miasto zalane turystami… Lepiej zostańcie dłużej na wyspie. – manager resortu ewidentnie był zadowolony z naszej pracy, ale żeby uciekać się do takich argumentów?

Nie spotkałam nikogo, kto nie chciałby odwiedzić Angkor Watu.

To ta sama liga, co Taj Mahal i Machu Picchu. Czy turystycznie? I to jak! Ale przecież nikt nie liczy na to, że jadąc tam, zostanie nowym Indianą Jones’em i wyląduje na rozkładówce National Geographic!

Czytaj więcej

Kilometr 30 967: depresyjna podróż do depresyjnej stolicy

Autostop na pace.

Wiatr we włosach, panoramiczny widok okolicy, ekologiczna klimatyzacja. Uczucie graniczące z galopowaniem na grzbiecie wierzchowca.

Czytaj więcej

« Starsze wpisy

© 2017 HitchHaning

Theme by Anders NorenW górę ↑